LITERACKI - JANUSZ CYGAN
Nawigacja  
  WITAM NA BLOGU
  PODZIĘKOWANIA
  PRZEMYŚLENIA
  CISZA
  ROZTERKA
  KIEDYŚ -CYKL
  TAJEMNICA NIEBIESKICH OCZU
  NADZIEJA
  TĘSKNOTA
  MIŁOŚĆ
  EROTYKI
  INSPIRACJE
  SATYRA
  WIERSZE RÓŻNE
  W AROMACIE ROZMYŚLAŃ
  KSIĘGA GOŚCI
  GALERIA
  LISTA LINKÓW
  "ATRAMENTOWE OBRAZY" -Antologia poetycka I
  "Z OSNOWY MYŚLI - Antologia Poetycka II
  "TAŃCZĄCY CHAOS"
Copyright
"TAŃCZĄCY CHAOS"


Część pierwsza
PRZEMYŚLENIA



Melancholia
coraz częściej wypycha spojrzenia w przyszłość,
na inny kierunek logiki.

/ Janusz Cygan /



nie jestem zgorzkniały

przeżyłem traumę
od lat towarzyszką była -
nie opuszczała nawet na chwilę

taka wierna

dzisiaj
jest radość i szczęście
pulsuje świadomość uczuć

kocham i jestem kochany
- to ważne

u schyłku życia

wiem
że codziennie jesteś -
we mnie otwarta

na przyszłość

niemożliwe przecież
jest możliwe



własne rozmowy

słabości -
mam ich bez liku

dokuczają niemiłosiernie
- cóż począć

kilka z nich lubię

kiedy patrzę w lusterko
puszczają oczko - odwrócone

czasem rozmawiamy
przeważnie ja mówię

o wszystkim

są bardzo
wyrozumiałe



poduszkowa polana

próbuje uchwycić sarnę
na siłę
- dziwny przymus

w polowaniu
bez nagonki
z cichym obiektywem

w swój świat
ucieka spłoszona -
przyciąga las
nierealny

ten sen też jest nierealny
jak ja
kiedy się budzę

zlany nie tylko potem



oddechów kilka jeszcze

tak wiele pustych tablic
czeka na imion litery

w płomieniach zniczy
niedokończone historie
- zabłysną ciepłym językiem

spokój alejek
zakłócą jedynie kroki
- tych co zapomnieć nie chcieli

być może nie będą mogli

z drzew śledzeni
wronim krakaniem

przystaną - w sumienia ciszy



pod koniec dźwięku

przenika mokre powietrze
- na wskroś

zatrzymuję myśli w blasku lichtarzy

pytanie - kamień

odwieczne dlaczego

nikt nie wie
- ja też

jeszcze zapytam muchy
z wczorajszych odwiedzin



nie posiadam innego klucza

niczym książka otwarta
staram się być czytelny

na kolejnej stronie
inna historia
- bez tajemnic

a jednak

zatrzasnął drzwi
los okrutny

pozbawił możliwości

zbyt słaby na słowa
zostawiam uśmiech

na końcu imienia



bezsilność z wózka spogląda

stawia teorie - niemożność
kiedy bez nóg

w koła pompuje nadzieję

zepsuty wentyl
upuszcza

na marzeń krawężniku

zabrakło podjazdu
w jutro
przyszłość nienazwaną

w różowych okularach
nie będzie zielonej trawy

bledną
spojrzenia kolory



gesty

jest we mnie dziecko
ufne na przyjście wiosny

wymarzonej

tylko boję się ludzi
z szyderczym uśmiechem na twarzy

poklepują
fałszywym gestem
- w drugiej dłoni nóż ostry

rękojeść
wygrawerowana zakłamaniem



pożegnanie myśli

gaśnie mój dzień
bez dotacji nadziei
spowity smutną refleksją

znów ciężkie wrony
do gniazd wracają
- plotkarki wszechobecne

zamknięty cykl dnia - jak wczoraj
niechybnie powróci jutro

w oddechu latarni
przemyka cień
- ubogi ucieczką od ludzi

z lusterka twarz
kończy monodram
- czas ciszy szybko przychodzi



klepsydra w ziarenkach chwil liczona

na granicy ideału spojrzenia
były -
przez moment nawet dzikie

zła zima
odchodzi z mojej ulicy -
przedwiośnie też niełaskawe

zawisł bezbronny szept

przerwany w pół zdania
na pustych kartkach słowa

w sympatycznym atramencie zwilżone


chociaż niewidoczne

potknięcia -
codzienność idzie po schodach



tańczący chaos

co noc tworzę
zapisuję w głowie zmęczonej

myśli

potrafią
dokuczyć niepokojem

cisza
nie pomaga
w ogólnym bałaganie

przeraża wózek
przy poręczach piętra

kolejny sen niespełniony
czeka

donikąd odeszły nogi



pająka wewnętrzne życie

oplatam uczuć nitką
- bez przerwy

przędę
kolejny grzech

modlitwa staje się dziełem

nie dla mnie klęcznik
- twardy konfesjonał

spowiedź
jest prosta

pomiędzy ust dotykiem
- win odpuszczenie

w zamkniętym krzyku



zawieszenie na skrzydłach wiatru

pustka - pośród natłoku

bez odpowiedzi błądzę
- oczu dotykiem

spojrzeniem

nie wszystkie myśli w słowa zamieniam
milczenie jest bardziej wymowne

chcę iść przed siebie
- nie mogę

w pamięci krzyk
zatrzaśniętych drzwi

okrutny

jestem w zamkniętej wieży



wieczorna kawa w aromacie rozmyślań

oddalony o gwiazdy
spoglądam

ciągle
zamknięty w ciszy

czekam

sączona
kawa nie smakuje

potrzebuje uczuć dotyku
- ust twoich

kiedy tęsknotą błądzę
wiem że przyjdziesz

odziana w radość
przyniesiesz wiosnę

na niebieski kubek do kawy
- zapach

wschodzących kwiatów



na przełaj dłuższa droga

poprzez okno
lamus zagląda

przeznaczenia promień

poplątane myśli
pomiędzy marzeń wzgórkami

na szczyt wspinaczka

wymyka się asekuracji lina
dzień po dniu

bez nóg
nie umiem na palcach
stanąć

oślepia słońce

przybyłą jaskrą
parzy

z zegarem
toczę bitwę
- przegrywa przemijanie

wielokrotnie



róża zerwana latem zimą nie oddycha

pielęgnowałem -
chodziłem koło niej

codziennie

wrażliwością pocałunków nasączałem
pieściłem uczuciem
kiedy łodyga zgubiła liście

a ona - kolcami

odpowiedź dała
strachem płatków na wiosnę

nie moich teraz

inny deszcz
życie zrasza

boli przemijanie



szept

kiedy już zapomnisz
i świt się stanie umieraniem

zamknę okna wszystkie

grube zasłony owiną
słońca promienie

usiądę na marzeń podłodze

poukładam wszystkie skarpetki
- te nie do pary

innych nie mam

a potem pójdę
zanim upadnę całkiem -
niczym niejeden anioł

posypię głowę popiołem




zawodzą nadzieje

uszło powietrze
ciężar jest nie do udźwignięcia
kiedy myśli

ciszą bolą

kolejny dzień - zmagania
sam z sobą
- uwiera nieprzewidywalność

niespodzianka dni
- zbyt bliskie odejścia

zamykam uchylone drzwi

odeszła wiara - nieznany ląd
oczekiwań

na mgliste jutro



odnajduję się w lesie

wziąłem z nocą rozwód
na zawsze
nie chciała słuchać
o ściany rzucała myślami

ciągle naburmuszona

rano pójdę na spacer
na łonie natury odpocznę
posklejam rozerwane
- bez winy

zatrzymam w sercu

wypełnię usta świeżym powiewem
- miłości nieujarzmionej
pod rozłożystym krzakiem
ramion

szczęśliwy zasnę



dlaczego

rozsmarowałem poezję
niczym masło
- wyborne dla podniebienia

rozsmakowany łaknę
coraz więcej
przepijam myślami

wróciła wena z nocnego spaceru -
ze spotkania w chmurach

oczekiwana

Kowalski z Nowakiem
nie rozumieją po co



każdy dzień wyzwaniem się staje

zamarzły kwiaty w grobowej ciszy
poustawiane rzędami
na inną okazję

targowisko pamięci
- z przymusu
bez dobrego słowa
przyjaznego dotyku

pies się wysikał
bo musiał
a ja wciągam w nozdrza
szron przemijania

okaleczona rzeczywistość
płacze

przez ludzi



oswajam obnażoną duszę

potykam się o przeszłość
- na równej drodze

w przyszłość popycha nadzieja
że jutro
za dni kilka
może kiedyś

w ludzkiej ułomności
tak po prostu

prostuję nogi
przykurcze myśli oswajam
- wierzę
chociaż tak trudno

dzisiaj nagi - odejdę
razi światło



uśmiech cieplejszy od innych

byłem na spacerze
długim

mróz szczypał niemiłosiernie
a ja się uśmiechałem
płuca
oddychały pełną mocą
na jutro i dni następne

pomimo zmarznięcia
była radość
we mnie

maszerowałem po śniegu
tupałem mocno
nogi się rozgrzewały

krew we mnie płynęła gorąca

nagle przebudzenie
to tylko sen



Część druga
UCZUCIA



„...Wszystko zaczyna się w marzeniach,
istniejemy
póki ktoś o nas pamięta...”


/ Janusz Cygan -  fragment wiersza
" Jesteś w sercu" - luty 2014r. /




stajesz się poezją

przychodzisz o zmroku
kładziesz dłoń na siwych skroniach
uczuciem naznaczasz

wszystko bez słów
- nie są potrzebne

nocą
zostawiasz pragnienia
w zmiętej pościeli

perwersją doznań
czytamy siebie
- strofa po strofie

bez oczekiwań ostatniej kartki

wychodzisz
porannym pocałunkiem

wiem że z księżycem powrócisz



myśli

jest taka alejka
w parku zapomnianym
którą znów przemierzam -
wyobraźnią chodzę

przysiadam na ławce
czekam niespokojnie
na dzień i na ciebie
gdy będziesz realna

chwycisz mnie za rękę
i pójdziemy razem
tam gdzie miłość mieszka
pośród wyznań czułych

pod rosłym kasztanem
pierwszy pocałunek
owocem zakwitnie
na wieczne przetrwanie



usta

odchodziłaś
gdy witał ranek -
tajemnicą spocony

wracałaś nocą -
szeptem w oddechu
podróżą dłoni
nadzieją

pocałunki
zmysły traciły
złączone wypowiedzianym

minuty
księżycowi skradzione
pachniały w spełnieniu -
nadgarstkami krzyczały

ty
ja

obietnica -
uczuć cielesność



noc oplata wrzosami

rosa wygładza ciemność

na rozstaju myśli
pająk rozłożył sieć swoją

nęci

czekam samotnie na oddech -
dotyk ust twoich

istnienia ekstazę

może przyjdziesz pachnąca fiołkami
miłości świtem

na zawsze



zapachem jesieni przychodzisz

codziennie
uczę się ciebie na nowo
czerpię miłosny aromat

a ty owiana wiatrem
przynosisz jesieni zapach

i tylko liście
wplątane we włosy
szepczą radosne

kocham



pomiędzy

uda
rozchylone pożądaniem
zapraszają usta

wilgocią spragnione

tajemnica
otworzyła skarby
w rozkosznym grzechu

w istocie niewinnym

niczym
dojrzałej róży kielich
rozkwitła namiętność

zmysłowy kolec

krzyk
wnętrza spełnionego
nie był bólu jękiem

ciał rozkwitły drzewa



czas dokonany

spadł kubek
zebrałem szklane okruchy

skleiłem

uczuciami oznaczyłem stół
przytulną ceratę

wlałem wrzątek
- kolejne jutro

jak dzisiaj

w uchu siła -
ze mnie



obnażenie

biała kartka - pusta
do bólu stęskniona
za dotykiem

odrapane pióro
pamięta jeszcze ciepło
tamtego poety
 
z weną

a on
załamuje natchnienia ręce

wysechł atrament



sen

nadchodzi zima
a ja mam dłonie gorące
i strach w oczach że odejdziesz
niespodziewanie - tak jak przyszłaś

nie wiem jakie będzie jutro

czy czarne rajstopy
będą wspomnieniem tylko
chwilowego dotyku

wron na drzewie ciała

jutro jest dzisiaj
innego nie będzie

rękawiczki bez palców
urosnąć nie chcą

zjem konfitury
- miłości osłodę



afekt

dotyk dłoni drażni kobiecość
stajesz się oczekiwanym rajem

kiedy piekło oswobadza żądzę

pocałunki z niecierpliwością
znaczą grzechy - jeszcze niespełnione

uczynku zaranie

po weekendzie
zawsze jest poniedziałek

w pożądania szypułkach

truskawkami pachnie jesień
- wyszeptanym kocham



przytulny dom

ciepły parapet
spogląda zalotnie
na stół zmięty dotykiem

pod nim taboret
- zmęczony jakoś
pragnieniem niepojętym

w łazience wanna
zazdrosna bardzo
bańki mydlane puszcza

drzwi otworzyła
spełniona kabina
- prysznic ocieka potem



oprószony śniegiem

skradałem się jak złodziej
po rajski pocałunek
byłaś tam
czekałaś drżąca
na krótki dotyk
gorący niczym piekło

strachem osamotniona

uśmiechnął się rabuś czas
w doznań poczekalni

na jutro
na zawsze

rozchylił różę
dżdżystym westchnieniem

pożądania łzami



emocja

przemykałaś ubrana w miłość
szara sukienka stała się taka wyraźna
kiedy dotyk pieścił klamkę

w przeznaczenia odciskach
wzmagał się afekt

na podrażnionych szelkach
osiadł zachwyt

rozlała się ekscytacja
w różowym kolorze

przesilenie zmieniło
nieprzewidywalność



poezja miłości

lubię patrzeć na ciebie
płynącą w pożądaniu

czuć myśli nawilgocenie

palce doznań smakować
w nieskończoność

na niemym krześle
ciepło
dotyk

samoistna rozkosz
zanurzona w sutkach

uczuć błogostan
- szczęście



na wstępie

goni mnie obraz
niczym nieograniczony
paraliżuje oddech

jak niebieski balon
unoszę się w marzeniach
dusza frunie

opuszczam powieki
by nie zapomnieć
przenikam zapach

makijaż dopełnieniem
snem myśli
ujarzmionych na jawie

rozchylonej róży
pośród płatków
z życiodajną rosą

twojej cielesności
językiem spowitej
w kocham



z pozycji życzliwości

kawa pachnie bliskością
pobudza zmysły
zostawione na brzegach

ty
ja

zespolona filiżanka ze spodkiem

unosimy się ponad
ludzkie i ziemskie

pobudzone uczucia

usta dotykają rozkosz
uczynioną świtem

w pośpiechu uciekł mróz



chodzę po omacku

na pamięć
uczyłem się ciebie

codziennie

zaznaczałem pocałunkami
każdy milimetr ciała

ustami
rozpinałem koszulę miłości

zachłannie smakowałem

pachniałaś zmiętą pościelą
na jutro
na zawsze

byłem - ja
aromat spełnienia

dotyk



nałóg

znalazłem zacisze
na skraju korytarza kącik

w nim doznania się jednoczą

rosa osiadła na turkusie
pośród motylich skrzydeł

mgła zasnuła oczy
kamasutrowej wieczności

przechodzisz
ubrana w doznań nagość

przez drzwi raju

jutro kolejny krok
ziemskiej rozkoszy

róża zrzuciła kolce



ta melodia jest wspólna

w inicjałach uczuć
krople rosy
wypełniają usta

spijam je

wsysam się w ciało
nabrzmiałym pragnieniem
- oswajam nieprzewidywalność

otwieram ciebie

dotyk jest taki piękny -
kiedy razem

noc roztacza wizję



parkowy erotyk

w pamięci ławek
odgrzewany dotyk
chwil zostawionych na jutro

po namiętnych alejkach
spaceruje słońce
promienie muskają usta

rozebrane pragnienia
pod szalikiem wspomnień
okrywają pocałunków korale

na gałęzi zmysłów
wiewiórka z orzeszkiem
z uniesienia rozkoszny aromat



na ziemi raczej

skuszony Adam
- bezwiednie
soczystym jabłkiem
nagością figowego listka

wił się wąż pomiędzy
pożądaniem a spełnieniem
bez umiaru
czerpał ze źródła

łapczywie
napełniał kosze
ogryzkami rozkoszy

wypełniał
błogostan innego raju



do serca droga

czar nut - miłości pieśń
niczym bukiet pachnie

nadzieja

melodia
tak bardzo czuła

pragnienie

wiosna na licach
promienny uśmiech

tak po prostu - szczęście
w liniach papilarnych serca



tak dużo optymizmu w krótkim człowieku

wypełniona radością
tańczysz
na uczuć pościeli

lekka jak wiatr wiosenny
w zmysłowym ciepłym oddechu

podążasz myślami -
za dotykiem
pocałunkiem
przytuleniem

tak bliska na chwil odległość
pragniesz i czekasz

przyjdę w woalu nocy
- wkrótce



przedpokój naznaczony oddechem

lubię to oczekiwanie
przy namiętnej klamce jutra
- pod drzwiami

lubię naznaczoną rozkosz
pomiędzy  pragnieniem
- codziennym

lubię kiedy zostawiasz
- w kurzu
przeszłość na wycieraczce


lubię gdy tajemnicę uchylasz
całujesz na grzesznym panelu
- wijesz się już spełniona

- lubię



temperament na bujanym fotelu

dłonie dziękowały
za pocałunków bliskość
dotykały naturalnością
- intymną potrzebą

w pożądaniu moment

naprężone piersi
przez zmysł języka
a ty  
- wirując wstąpiłaś
gdzie rozkosz

cielesna kraina spowita wilgocią

ja
wciąż głodny - ciebie
pulsuję w marzeniu gejzerem
- na jutra wulkanie

co jeszcze zamknięte
otwieram



uduchowiona pogoda

czuję
zapach róży
- wciąż kwitnie

parzy miłosny ogień
- namiętna otchłań

wibruje
otwarta rozkosz

w sobie
na sobie
pod sobą

smakujemy deszczu krople
nektar pożądania

zdziwiony sufit
tylko
spogląda



koszula i guzik

jesteś taka miła
- przylegasz jedwabiem
do spoconego ciała

w rozkoszy dotyku - przytuleniem

kruchością tak silną

ekstazą zbliżenia
słoniowej kości

zapinam cię codziennie
w pragnieniu dziurki

nierozerwalnie



róży romans pomiędzy

nabieram dłońmi
- pragnieniem nocy

czerpiesz namiętność -
w palców opuszkach
jęk tak wstydliwy

granica rozkoszy
melodią zmysłów
zniewala

szum w uszach

podnieca zapach ciał
- bez opamiętania



na pragnieniu osiadła rosa

poranny pocałunek
wyzwala emocje duże
nakreśla kolejną ścieżkę
wnet w nią podążę uczuciem

pochylam się nad twym ciałem
pachnące nocy spełnieniem
zanurzam w sutki gorące
język wiruje niezmiennie

ud też dotykam ustami
rozwartych miłosnym znakiem
zlizuję zmysłową wilgoć
krople rozkoszne takie

czuję że kochasz i tęsknisz
wiosna już w twoim ciele
namiętne słońca promienie
uchylą pożądań cypelek



gwóźdź przekrzywiony w stronę podłogi

stajesz się modlitwą -
nabożeństwem codziennym

w wyobraźni obrazy

te normalne
i bardziej śmiałe

wędrują

przeważnie przychodzisz nocą
bez światła
bez cieni na ścianie

w pajęczynę
rąk schowana
czekasz na rozkosz

z uniesień czułości
jęk cichy

czar spełnienia

trwasz
jak ta chwila

w zdumionych świętych twarzach



różna poety mowa

składam pocałunki
w metafory ubrane

słowa zostawiam na skórze

na sztalug ramionach
wierszem
wypełniam pragnienia

uczę się czytać
w bezsenne noce
kiedy łono literki układa

białym krukiem
wypełniam wersy



przełęcz

bywam poza sobą
w pragnień wędrówce

muskają usta-
takie wilgotne

kiedy drży ciało

spowita rozkoszą
czekasz

w dłoniach przeznaczenia
gejzery

twoje
moje
nasze

sięgam po oczywiste
- czytam dotykiem



przegrywam w sennych potyczkach

w tym samym łożu pragnień
gnieciemy prześcieradła
- chociaż z oddali

wciąż w sobie

pod prysznicem
namydlam niewidzialne
kiedy róża wilgotnieje

nie strumieniem wody

rozchyla
miłosne płatki

rozczesuję
zmysły pożądaniem
włos za włosem
naznaczam językiem

w doznań krajobrazie
napełniam
namiętności wazon



sfera zmysłów

oczy mam zamglone
kiedy mówisz - kocham

wilgoć ust zostawiasz
na mym kubku z kawą
- ciągle tym niebieskim

gdy ugniatasz pościel
wirującym ciałem
w fiołkowej rozkoszy

może mi odpowiesz
bo nie wiem dlaczego

kiedy mówisz - kocham
mam zamglone oczy



Część trzecia
INSPIRACJE



Obrazy utrwalone w kadrze
stają się poezją na sztaludze chwili.

/ Janusz Cygan /




W części "Inspiracje" wszystkie wiersze są napisane do fotografii Alicji Obary i Czesława Filipowicza.
Tytuły wiersz oznaczonych gwiazdką są tytułami fotografii nadanymi przez autorów zdjęć.

Część tą właśnie im dedykuję w podziękowaniu
 za możliwość napisania wersów.

Janusz Cygan






madonno

ile wołań dźwigasz
spękana twarz twoja
przygnieciona troską
na grzechów rozstaju

wyrzeźbioną figurę
z drzewem zespoloną
każdy pielgrzym prosi
zostawia łzę swoją

ty jedyna słuchasz
przyjmujesz łaskawie
do nieba unosisz
pokorne błaganie

i ja dzisiaj proszę
przyjmij ten niepokój
przyjdą za mną inni
modlitwy przyniosą

27 września 2015





pochylasz głowę

dlaczego smutna dzisiaj jest twarz twoja
dlaczego łzy żłobią na policzkach ścieżki
przyjmujesz modlitwy - zbierasz ludzi rany
stroskane oczy - w zamknięciu powieki

z frasunków pielgrzymów na piersiach korale
paciorki z grzechów człowieka złożone
włosy osnute czasu przemijaniem
usta choć w milczeniu krzyczą życia znojem

w drzewie ta ofiara wyrzeźbiona bólem
co rękę artysty prowadziła szczerą
i ja dzisiaj przy niej cicho przystanąłem
z zadumą patrzyłem - głowę pochyliłem

2 listopada 2015





Przychodzisz do mnie

Jakżeś jest piękna jesienna pani
jaką wspaniałą masz dziś figurę.
Przynosisz ciepło z słońca promieni,
unosisz listki w dziwnej tęsknocie.

Kasztan w kolczyki przyodział uszy,
na czole astry jeszcze pachnące.
Szyja jest w szyszkach pachnących lasem,
w włosach latorośl, fale wiatr czyni.

Suknia twa z kłosów tak sutych w ziarno,
które to latem zebrane jeszcze.
Teraz zmielone leży w spiżarniach
- da bochen świeży, wszystkich nakarmi.

I ten biust jędrny, który artysta
ukazał w sutkach miłością szczodrych,
kuszą i wabią - takie ponętne,
mężczyźni patrzą na nie frywolnie.

W oddali drzewa zielone jeszcze,
- wkrótce pogładzisz je lekko szronem,
lecz dziś charyzma jest w tobie - siła,
radość przynosisz w skronie zmęczone.

Podaj mi rękę nadobna damo,
naprzeciw deszczom pójdziemy razem.
Oczarowałaś mnie swoim wdziękiem,
gracją ujęłaś bardzo zalotnie.

8 listopada 2015





Nadzieja

Zwraca uwagę wyraz twych oczu,
usta wygięte ogromnym smutkiem.
wydobył rzeźbiarz tak silną głębię,
czas zmęczył lica spękane bólem.

Wysokie czoło - pewnie dziś w trosce,
Francji losami mocno przybite.
Broda, policzki w trwodze  wyraźne
- zmiłuj się nad nami wszystkimi.

Nie potrzebujesz farby, lakieru,
jesteś po prostu - jedyna taka.
Ochronisz ludzkość własną modlitwą,
serce otworzysz, przytulisz pod płaszcz.

Twarz twoja jednak z nadzieją woła,
zaklina wszystkich dokoła świata.
Zbudź się narodzie i podnieś się z kolan,
zbrodnia w cierpieniu łączy nas - brata.

14 listopada 2015





w złotorostach namiętność mieszka

zmysłem oplatam
wgryzam się w skórę -
trwałą symbiozą obcuję

niczym ten satyr
dążę do celu
- na szczyt uniesień wędruję

znaczę żółcieniem
ponętne ciało -
wciąż pragnę jeszcze i więcej

dosięgam pąkiem
- jego dotykiem
słońca rozkoszne promienie

28 lutego 2016





słodkiej nocy aromat

twoje usta
są takie ponętne
zniewalasz mnie pragnieniem

w opuszkach pocałunków
drży dolina rozkoszy

zroszona namiętnością
jak świt naga leżysz

czekasz
na spełnienia kroplę
po namiętnej nocy

łapczywie spijaną

6 marca 2016





niewinność

nie wiem kto rzeźbił figurę twoją
grację uchwycił w prostych ociosach
być może byłaś pogańską panią
bogini plemion - ta czarnowłosa

jednak niewinność bije z obrazu
rysy twej twarzy są takie zwykłe
usta nos oczy bardzo nieśmiałe
włosy w skromności są tu wykwintne

to nic że piersi duże i jędrne
przecież wśród lasów żyłaś przed wieki
umiar trzymałaś w nich uniżony
pomimo czczenia przez lud szeregi

dziś ja poeta marny - zlękniony
pokłon ci składam w serca cichości
oczarowany tej rzeźby pięknem
finezją dłuta pełnym czułości

21 listopada 2015





Rozdarte przemijanie

Tyle jest troski na twarzy twojej,
mocną zadumę mają też oczy.
Spękana postać, to ludzi znojem
- przyszłość naznacza, nadzieję toczy.

Wysmukła szyja, podbródek ostry
dzisiaj mi mówią o przemijaniu.
Przyjmujesz trudy, niczym twe siostry,
Wciąż stoisz pani na dróg rozstaju.

Rozdarta dusza przemawia w ciszy,
na głowie brudny grzech tego świata.
Pęknięć na piersiach nikt już nie zliczy,
serce złamane - brat szydzi z brata.

Przyodział rzeźbiarz cię prostym strojem,
włosy uczesał dłutem ostrym.
Wyschły na buzi już łzy ukojeń,
od wołań wszelkich też i głos ochrypł.

29 listopada 2015





brzozo

nie wiem czy w lesie jesteś najstarsza
pośród gatunków z racji koloru
wiem jednak jaką moc ludziom dajesz
ile energii w ciebie tuleniu

listki szemrzące wiatru podmuchem
grają melodię miłości nutą
tak delikatne i wręcz nadobne
są ukojeniem i dają spokój

dzisiaj cię proszę - oczyść mą duszę
i radość pokaż której brakuje
może podeślesz z którymś porankiem
tak ważną ciszę - zdejmiesz tęsknotę

w życia niebycie jestem samotny
wszystkie uczucia wyrażam wierszem
chciałbym w skupieniu doczekać wiosny
dotknąć twej kory - uzdrowić myśli

11 grudnia 2015





rozdarcie

nie wiem jak opisać twe cierpienie pani
dlaczego na twarzach jest tyle rozdarcia
znów chcesz błagać niebo zlitowania zanim
nie uzyskasz od ludzi potrzebnego wsparcia

trzy twarze posiadasz bo ukryta czwarta
trudno powiedzieć co ona wyraża
na tej środkowej mina twoja zwarta
dłonie zaciśnięte już w troskach dopraszań

w lewej twej postaci opuszczona głowa
z niej ogromny smutek na zewnątrz wyziera
nie chcesz przecież ludzi sobą absorbować
i nie potrzebujesz lichego czciciela

prawa buzia w krzyku i bólu niemocy
w oczach przerażenie i straszna udręka
nad zepsutym światem który szybko kroczy
na ścieżkę zwątpienia - taka twoja męka

ja jednak nadzieję ci madonno daję
i opamiętanie wszystkich strasznych czynów
różne wiodą drogi na ludzkie rozstaje
ujrzysz jeszcze pokłon marnotrawnych synów

20 grudnia 2015





niewinna tak*

nasączasz
entuzjastyczne przyszłości pnącza

niczym u rąk palce
powstrzymujesz zmysły

a one

w rozchyleniu porannym
czerpią bez umiaru

ogrzane ust dotykiem

w ud rozgałęzieniu
wydobyły kroplę

z muśnięcia miłości

10 kwietnia 2016





nieugiętość jest siłą

wiosny promieniami
się sycisz

pomiędzy
świtem i zmierzchem
dojrzewasz

rozkwitasz

wschodzisz
muskana wiatrem

z nadziei gałęzi
rozwijasz pąki

uczuć listki
naznaczasz

rosą pragnień

14 kwietnia 2016





dotykiem ust przychodzisz

utonął księżyc w porannym pocałunku
opadła mgła oczekiwań

przychodzisz
z ciepłem wschodzącego słońca

otwieram powieki
- jesteś

nową uczuć wiosną

zawisły kropelki
w kolejnym wschodzie

wypełniają łodyg rozkosz
- tak wyczekiwaną

znów otwierają się bazie

16 lutego 2016





przekorne oko nieba

wiosenne oczekiwania
zwilżył deszcz

zmył z przebudzonych drzew
wspomnienie odchodzącej zimy

ponure i nijakie

zagubioną kroplę
ściął nocny przymrozek

niczym wczorajsza łza
zawisła w bezruchu
na wybranej gałęzi

cud natury - przecież łzy są słone

ogrzeje ją promieniami
wschodzące słońce

jak w lustrze
widoczne obrazy
rodzącego się życia

kwitnącej nadziei pąki

23 lutego 2016





otwarta pomimo zamknięcia

ta kropla jest taka subtelna
z rozkosznej krainy wypływa
upartym pragnieniem bym bywał
zamyka się - jest bardzo szczelna

gdy leżysz spowita w pragnieniach
kobiecość zakwita nocami
i cichy szept słychać - błaganie
usta są tak bliskie łaknienia

poczekaj na jutro cierpliwie
wnet przyjdę do ciebie bez zwłoki
bym wilgoć zmysłową już dopił
pieszczotą dopełnię religię

a potem gdy będziesz w ramionach
po rzeki miłosnym odpływie
w gorących mych dłoni podrywie
poczujesz się znów uwielbiona

29 lutego 2016





westchnienia chwila

dzisiaj mam pewność
przyjdziesz

powiedzmy kiedyś - poczekam

otworzysz uczuć furtkę
klucz serca nosisz

usiądziesz mi na kolanach
pośród zapachu lasu
ptasiego śpiewu

niczym szyszka  na wiosnę
dojrzejesz

na  miłosnej polanie
będziemy wchłaniać aromaty

tacy spełnieni

poruszone igłowe owoce
sok żywiczny wypuszczą

mam dzisiaj pewność - przyjdziesz

3 marca 2016





poranna rosa*

ozdabiasz woal pragnień
przychodzisz
w zmysłowej wilgoci

niczym roślina do słońca
wschodzisz
na szczyt namiętności

świtaniem dnia drażniona
obcujesz
wnet z pająkiem

wiatrem uduchowiona
otaczasz
rozkoszą nitki

20 kwietnia 2016





szczypiorkowy horyzont

samotny o jeden krok
od samego siebie

spóźnionym życiem -
dziurawy parasol
w pragnieniu deszczu

zamknięty ciszą
jak krzyk bez bólu

w tobie - ja
nieosiągalny

jak dotąd

27 kwietnia 2016





w lesie o poranku

odziana w mgielny woal
chodziłaś boso
wśród łodyg namiętności

wiosenny powiew
musnął pragnienia
- uwolnił kobiece zmysły

ujrzałaś paproć
na skraju lasu
usiadłaś pod nią w tęsknocie

poczułaś w sobie
dziwne mrowienie
- zadrżało ciało szalenie

na twoim kwiecie
dostrzegłem kroplę
rozkosz spłynęła obficie

7 marca 2016





na bezludnej wyspie zatrzymał się czas

jakże
śliczny jest poranek
kiedy opływasz w rozkoszy

po burzy nocnych zmysłów

przytulasz pragnienia
pokuszeniem wyzwalasz

z uwięzi ciała

przywracasz dreszcze
motyli leśnych
spowitych naturą kropli

leżysz obok - a może razem

jesteś
jestem

w pacierzu miłości

10 marca 2016





na szczycie wschodu zamknięta

zdejmuję z ciebie ciało
codzienność  - przemijanie

ubieram zmysły nocą
za dnia
o każdej porze

a ty
znów patrzysz zdziwiona
że można
nawet potrzeba

uwalniasz jękiem kroplę

w mych ustach
- na prześcieradle

dojrzewasz inną kobietą

16 marca 2016





łza II* ( wiosenny sonet )

stąpamy dziś boso po rosie porannej
wpatrzeni w siebie biegniemy ku wiośnie
czekamy aż pączek tęsknoty urośnie
uczucia są teraz tak bardziej zachłanne

idziemy nad rzekę utopić marzannę
już słońce przyświeca nam bardziej radośnie
i ptaki wśród krzewów śpiewają donośnie
złączenie się dłoni jest takie staranne

tą łąkę otacza mgły woal wokoło
łzą szczęścia roślina zroszona dojrzewa
znów listki zielone ucieszą na drzewach

wykluje się wkrótce miłości tej gołąb
w beztroskim gruchaniu nie będzie końca
z upojnej finezji mych pragnień są pnącza

23 marca 2016





wtóruje odgłos spłoszonego ptaka

niczym samotny kruk
pośród kwiatów - jestem

łąka marzeń
taka zielona
- uspokaja barwą

nie mnie kiedy
złamany tulipan - płacze

tuż obok drugi
pnie się ku słońcu

zamknięty pąk
promieniuje nadzieją
widzi sens
- dlaczego nie ja

lepiej odfrunę - w poezję

29 kwietnia 2016





cielesna płomienność

otaczasz
miłosną pajęczyną

po środku ja -
w sieci przeznaczenia
- taki nieśmiały

z kropelek zmysłów
uczuciem czerpię

zanurzam dzikość

rozkosz
upajam czułkami

uwalniam pasję

zacięcie
z euforii słabości

3 maja 2016





początek

jesteś zaraniem
wzbijasz się ku słońcu
czerpiesz ciepło promieni

ze źródła macierzy
po kropli - pijesz życie

wzrastasz
pośród wielu

dojrzewasz z miłości

stajesz się jutrzenką
- kolejną nadzieją

pożądania embrionem

 29 marca 2016





o zmroku*

noc połączyła spojrzenia
- zmierzchu i świtu

wypełniona zmysłami kropla
zawisła

tak przed jak i po

nasączona rozkoszą
stałaś się liściem

w zmysłach oczekiwania
wchłaniałaś wilgoć

powstałą w sekrecie miłości

5 kwietnia 2016





przekwitanie*

magiczne są te pąki
kiedy podążasz
do kwiecia z uporem

powoli strącasz
subtelny pyłek

z pasją
wypełniasz poranka radość

nawilżasz
zmysły niepojętne

niczym kobieta
dojrzewasz

w pręcikach miłości

12 kwietnia 2016





wilgotnieję marzeniem (sonet)

jak bardzo ten dzień jest dzisiaj radosny
ile czułości z kwiatu wypływa
wilgoć bez końca świty dobywa
tak dużo kropel na nim miłosnych

piękna jest na nim oznaka wiosny
kwietniowy deszcz go teraz obmywa
ciepłe tez słońce w tych płatkach bywa
wiatr nawet działa na kwiecia wzrosty

dziś i ty jesteś szronem spowita
liście nadziei wypuszczasz dumnie
zbliżasz otwarcie rozkoszy ku mnie

bez końca będę do ciebie wzdychał
byśmy do lata wstąpili razem
z naszej miłości wieczną ekstazę

16 kwietnia 2016





ulotność*

jestem więzieniem
- zamknięty w sobie

okrutny los

pękam niczym
bańka mydlana
- niespełniony

kolory marzeń
są takie obce

spod okularów rzeczywistości

zawieszony - lewituję

powraca pustka
- znów nic nie znaczę

po raz kolejny uczę się pokory

5 maja 2016





skąpany w rosie*

kiedyś płakałem
- były to łzy bólu

dzisiaj
jedynie szczęście
kropelkę uroni

kiedy jesteś

muskam siwymi wąsami
spragnione usta

szronem spełnienia znaczę

nieustającą prośbą
o niezamykanie oczu -
podczas pocałunku

chcę w nich widzieć
miłość

delikatność rumieńca
w (nie)grzechu

10 maja 2016





zaniepokojenie

odczytuję myśli - kolejne
jakby z oddali

chociaż wewnątrz mnie

codziennie inne
- w różnym rytmie
pulsują na siwych skroniach

"w zapomnieniu" przemijam -
czas mąci firmament

powraca w moim kierunku
kamienna droga

dziś
jak wczoraj

nie znam jutra

28 kwietnia 2016





fatamorgana*

kruche są słowa - kiedy
źdźbła
ostre krawędzie

niby dla ochrony
w ulotności myśli
jak ten kwiat pachnący

na uczuć pustyni

i chociaż cię
nie ma
oazą się stajesz

ciągłym tym - pomimo
niestałości chwili

1 maja 2016





stokroć* (sonet)

na łące rośnie tyle pięknych kwiatów
żaden urodą tobie nie dorówna
dzisiaj w pragnieniu jest łodyga chlubna
w gibkości zmysłów swój posiadasz atut

na tle astrowatych tyle charyzmatu
niewinność róży jest nieco przytrudna
pachniesz spełnieniem - taka jesteś cudna
subtelne soki pośród aromatu

nie zerwę ciebie z namiętnej rabaty
będę spoglądał z pewnym rozrzewnieniem
w ciszy poczekam na twych ust zbliżenie

z natury przyodziej miłosne szaty
do tyłu odrzuć stare normy -  musy
otwórz się teraz na uczuć pokusy

25 kwietnia 2016





we łzach*

o śliczny kwiecie
dlaczego płaczesz -
w trwodze rozwijasz płatki

kiedy tak patrzę
na twą urodę
dreszcze na skórze - ciarki

mym pocałunkiem
smutek ukoję
musnę dotykiem ust czułych

łzy które dręczą
w radość zamienię
- będą to szczęścia krople

4 maja 2016





wieczorny szept dnia

kiedyś
byłem małym chłopcem
z czerwonym balonem w dłoni

biegałem
pośród rówieśników
bezpieczny i beztroski

dzisiaj
nie patrzę w lustro
uciekam od ludzi

boję się litości
- słów prawdy
która potrafi zranić

tylko w marzeniach
- znów pragnę
być małym chłopcem

z czerwonym balonem w dłoni

6 maja 2016





dojrzewam powoli

krucha łodyga
pnie się ku górze- ku światłu

okaleczony
przez życie
znów wzrastam

miłością pieszczony

wiosennym wiatrem
słonecznymi promieniami uczuć
pąk otwieram

czerwienią spragnionych ust
- jestem

pomimo szczątku człowieka

12 maja 2016





taki sobie wierszokleta

indywidualistą
niczym ten ptak jestem
- na gałęzi życia

nie mam stałego gniazda
każde miejsce
mi domem

obserwuję ludzi

lubię przysiąść - rozmyślać
czasem radośnie
i z uczuciem

innym razem
smutek zwycięża

niczym ten ptak jestem
-    indywidualistą

16 maja 2016





w matni*

zaczaruj
mnie miłości
otwórz na pokuszenie

uwolnij zlęknione ciało
ze słabości

pozwól
spojrzeć na niebo
spełnionym wzrokiem

a ja
niczym kochanka
obiecuję być weną
- nienasyconą

zrodzoną z uczuć poezji

proszę
otwórz me pokuszenie

zaczaruj pięknem miłości

11 maja 2016





w bzach*

pośród bzu jesteś - kwiatem
radosnym

kwitnąca szczęściem
zapach
uczuć roztaczasz

jeszcze wczoraj pąk zamknięty
- dzisiaj
rozchylasz miłosne płatki

wiosna jest w tobie
wiosna jest we mnie

ciągle jesteśmy
- dojrzali majem

14 maja 2016





chwila*

przyjdź
przynieś wiosnę
podaj serce pieszczotą dłoni

płochymi ustami

z wiatrem przynieś nadzieję
zatrzymaj godziny
w miłosnym kalendarzu

zostaw smak

aromat uczuć
niech wnika we mnie
kiedy czułkami
będę czytał cię na nowo

przywróć chwilę
wilgotnej skóry

czekam

wieczorem
nie zamknę drzwi

17 maja 2016





podmuch*

próbuje wiatr
unieść nierozerwalne

wciąż w sobie

spowita
w tęsknocie czekasz -
ust dzikie muśnięcie

niepojęty
a tak rzeczywisty dotyk

zbliża

dwa bieguny
tej samej przestrzeni
ty i ja -
wiosna i jesień

pogmatwane życie
w milczeniu nawilża wargi

21 maja 2016





w deszczowej szacie*

nie zadrżała twoja ziemia
- kiedy

spadł
ulewny deszcz myśli

na ustach smak
wyrzutów sumienia

po co
czy warto
a może

tak z nie toczy walkę
- nie ma przegranych

łodyga chwilą dojrzewa

zraszana
kroplami deszczu - chyba nie łzami

w witkach nadzieja

18 maja 2016





wstecz*

przeglądam miniony czas
kadr po kadrze

segreguję
myśli i słowa

również uczucia - niebanalne

ścieram kurz wspomnień
z literek prawdy

to już rok
wypełniającej nadziei

nie oglądam się wstecz
tam był ból -
wystawiam  twarz do słońca

22 maja 2016






Zegar tyka, czas ucieka  
   
Zaznacz  
   
Reklama  
   
Kontakt:  
  janusz.1957@wp.pl  
Kilka słów o mnie  
  Ur.26 grudnia 1957 r. w Kielcach.

Z wykształcenia budowlaniec (Technikum Budowlane).
Przez wiele lat był właścicielem dwóch prywatnych przedsiębiorstw.

W 2009 r. uległ wypadkowi komunikacyjnemu, a od grudnia 2011r. porusza się na wózku inwalidzkim.

Przygodę z poezją zaczął już w szkole podstawowej, lecz pisał tylko do szuflady

Po wypadku zaczął publikować swoje wiersze na portalach internetowych oraz fb.

Jest założycielem i właścicielem Portalu poetyckiego e-skwerekpoetow.pl

W lipcu 2016r, wydał drukiem debiutancki tomik poezji zatytułowany "Taniec chaosu".

Szczęśliwy dziadek wnuczek.
 
Stronę odwiedziło 8351 odwiedzający - dziękuję
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone