LITERACKI - JANUSZ CYGAN
Nawigacja  
  WITAM NA BLOGU
  PODZIĘKOWANIA
  PRZEMYŚLENIA
  CISZA
  ROZTERKA
  KIEDYŚ -CYKL
  TAJEMNICA NIEBIESKICH OCZU
  NADZIEJA
  TĘSKNOTA
  MIŁOŚĆ
  EROTYKI
  INSPIRACJE
  SATYRA
  WIERSZE RÓŻNE
  W AROMACIE ROZMYŚLAŃ - 2016
  W AROMACIE ROZMYŚLAŃ - 2015
  W AROMACIE ROZMYŚLAŃ
  BEZ PUBLIKACJI
  KSIĘGA GOŚCI
  GALERIA
  LISTA LINKÓW
Copyright
W AROMACIE ROZMYŚLAŃ - 2015



*****

idąc

obarczeni przez los
w niemym zaułku

potykają się o życie

na ślepych zakrętach
wnoszą do nieba ręce

w wysłuchania prośbie

czekają
na niewiadome jutro

na szczęśliwą gwiazdę

ufni opatrzności
z racji istnienia

łaski bożej

14 grudnia 2015



zabrakło ust twoich

w poezji kryję uczucia
na skwerku
ustawiam przyjazne ławki

oddaję siebie
wersami

pochłaniam strofy
niczym bochen chleba

zajadam się wzruszeń otoczką

nawet otoczenie kubka do kawy
nabrał kolorów

pomimo
braku łyżeczki

przy sercu

9 grudnia 2015



zasięg

niekiedy płaczę

bez łez
przeważnie nocą
kiedy gwałcą mnie myśli

kołdra zbyt ciężka
podrażnia odciski wspomnień

było - czy jeszcze będzie

nie widzę sufitu

zaprzyjaźniony pająk
przestał tupać rozsądkiem
wyniósł się za nocna lampkę

bez żarówki marzeń

przeraża cisza
z wózka uszło powietrze

twierdzisz
że płacz facetom nie przystoi
pewnie jestem
rozhisteryzowaną babą

7 grudnia 2015



aktualność

nie wspominam śmierci
w tym także własnej
- już niejednej

choroba
niczym myśliwy się skrada
po cichu
z ukrycia atakuje

pokora
wiara
przyjść nie chce

wobec cierpienia
czas stracił znaczenie

3 grudnia 2015



uwarunkowania

kim jest kaleka
czy jeszcze człowiekiem
czy już wrakiem

na półce
stoją wypucowane buty

niepotrzebne nikomu

na przekór
by widzieć i wspominać

spacery
- pełne życia

wyschły łzy
marzeń

z trzeciego piętra
niebo takie bliskie

przyciąga ziemia

3 grudnia 2015



słowa

kamienie słów znaczą ścieżki
ranią wrażliwość

rzucone emocjami są bolesne

na dziś
na jutro

niszczą z ogromną siłą
i tak chorą duszę

18 listopada 2015



wracam

na Żelaznej płaczą budynki
za czasem minionym

chłopcem w krótkich spodenkach
z obdartymi kolanami

pachnącym ogrodem pana Pury
i papierówkami kradzionymi wieczorem

przy torach
nie ma już drzew morwowych

wiadukt zabrał wspomnienia
ubrał w dźwiękochłonne ekrany

17 listopada 2015



ukojenie

przemówiły wiersze
obnażyły poety duszę
wersy krzyczały - chociaż milczał

natura i miłość
ból i nienawiść

a kochał

uśmiech na twarzy
w cierpieniu

i to pióro w dłoni
które za niego mówiło

z pokorą

5 listopada 2015



oczekiwanie

zawisł poeta
- na krzyżu
myśli nieposkładanych

z weny zrobił koronę
cieniami czerpie natchnienie

chciał zejść
- napisać
wstyd go nóg pozbawił

zawisł poeta

4 listopada 2015



we śnie

dzisiaj jest pusty
ściany zgubiły oddech
- mnie cząstkę

umarł

lubię powracać w marzeniach
odwiedzać
wtedy słyszę śmiech

który zgasł

biurko
stary komputer
- okno na świat

żywych

3 listopada 2015



wystarczy chcieć

marzeń mieć nie można
bolą póżniej
pragnieniem kaleczą duszę

kiedy ciało nieme

palce
niczym sito dziurawe

życie przesiane doświadczeniami
spóźnione na pociąg radości

nie da się zamknąć
co nie było otwarte

w głowie hula wiatr
rozgania myśli

17 października 2015



czuję

zegar nie śpi
odmierza sekundy

noc wtóruje samotna

ciężkie powieki
nie zamykają myśli
drżą pod naporem

na jutro

pościel drażni
zbolałe ciało
milczą słone usta

od łez
skrzypią wskazówki

13 października 2015



podróż

lubię rozkłady jazdy

są takie czytelne
widać gdzie i kiedy

najbardziej zatrzymują te zamazane
przez czas

i aurę

mogę marzeniami wyruszać w podróż


własną -
bez ścisku i tłoku

niepełnosprawność staje się przyjazna

7 października 2015



dlaczego

myśli wyprzedzają czyny -
próbuję dogonić siebie

ginę w tej gonitwie

ponownie nie wiem kim jestem
czy jeszcze
tamtym skromnym młodzieńcem
czy starym gratem niepotrzebnym nikomu

policjant za rogiem
patrzy z politowaniem

na wózek o ręcznym napędzie

nie chce uwierzyć
że poeta bez nóg to też człowiek

3 października 2015



Marzenie

Chciałbym wyjść na chwilę -
niedaleko, przed klatkę.
Poczuć zapach jesienny
i wiatr z babim latem.
Klucz żurawi na niebie
zobaczyć i uwierzyć,
że życie jest piękne,
a liście zmieniają barwę.

Chciałbym wyjść na chwilę...

21 września 2015



niechcący

w pustym pokoju milczy samotność
domownicy są obcy w wewnętrznym krzyku

przeraża cisza

tylko zegar jakby ogłuchł na wołanie
odmierza czas nieustannie

szukam dotyku ust twoich -
na filiżance

niedopita kawa parzy spojrzeniem

8 września 2015



pod oknem

opada poranna mgła,
zrasza dojrzałe astry

życia napojem

kwitną dorodne ku słońcu
zmysłom na pocieszenie

nie zerwę ich dla ciebie
wiatr niech przeniesie miłość

w zapachu

2 września 2015



boso

złożyłem poezji pokłon
na skwerku zakwitły wrzosy -
całe łany śpiewały hymn

jesienny

przystanąłem z czystą kartką
wiatr zapisał wersy

miłosne
radosne
smutne
i cierpiące

z nadzieją

jutro srebrne nitki
babim latem nagrodzą poetę

1 września 2015



codzienność

spękana ziemia woła o kroplę
z rozpaczy wyschło koryto -
wszystko wypalił żar

umarło życie

burza ukojenia nie da
błyski i grzmoty
sieją zniszczenie

umiera życie

wiatr przyniósł zmianę
przygasło słońce
deszcz pada rytmicznie

odrodzi się jeszcze życie

16 sierpnia 2015



rozmowa z sobą

czekam

w ciszy przesuwam wskazówki
- nie mój zegar

przygasła teraźniejszość
nie widzi odpowiedzi
chociaż jutro macha obietnicami
- na powitanie

tęsknota boli -
rozepchana nieprzewidywalność

14 sierpnia 2015



nieobecny

cień zacisnął pięści
uderzył w obskurny stół -
kwitł kiedyś dobytkiem

ze ścian patrzą
wyblakłe madonny
zaprzyjaźnione z lamusem

w rogu pokoju
umarło życie
odeszło w zdeptanym papierosie

gospodarz zniknął
wraz z domu klimatem
buduje kolejną arkę

13 sierpnia 2015



przeczytany

otwarta księga -
to ja

przekładasz kartki
czytasz strona po stronie

po ołówka rysik
śledzisz wersy

poznajesz

skupiasz uwagę
na niedopowiedzeniach

w nich siła

już wiesz -
recenzji nie będzie

9 sierpnia 2015



obserwacje

ludzie - wrony

siadają wysoko
obserwują kłótnie

spoceni przechodnie
nie widzą -
nie chcą pomyśleć

bo po co

zakrakane wiedzą wszystko
o każdym

już na zapas

3 sierpnia 2015



lawina

słowa kaleczą
najmocniej duszę
bywają ostre -
ciężkie głazy

te lżejsze
zbiorę do torby
zbuduję kopiec

ku przestrodze

2 sierpnia 2015



przewidywanie
 
czym jest nadzieja
kiedy próbuje włożyć buty
 
chodzenie jest darem
 
jak szybko na kolanach
znikną cerowane blizny
 
przyszłość - grotołaz
wspinaczka po linach
 
czasu nie cofnę
nie rzucę palenia
 
28 lipca 2015



pokochać siebie
 
lubię samotność
i ciszę wypełniającą
 
lubię myśli
wewnątrz ciszy
 
lubię ludzi
czuję
 
lubię kalectwo
pozwala na samotność
 
niepełnosprawna samotność
cisza
 
lubię siebie
w ciszy myśli
 
26 lipca 2015



życie

chodziło sobie z kąta w kąt
bez celu
z torbami pakownymi
na zbytki świata

siadało na parapecie -
patrzyło zezem

drwina niespokojna

schowało wspomnienia
w kliszy

odeszła świetność
łza na policzku
nie pozwoliła zapomnieć

niedoskonałość -
szyderstwo bytu

obnażone

18 lipca 2015



podróż

jestem w ciszy
nie tupię o bruk

przeznaczony w istnieniu

po co -
nie rozumiem
komu - też nie wiem

obcasy starły
zelówek tożsamość
jutro na kolanach

dziś zamyka oczy
oślepia słońcem radosnym

idę
a może jadę w przyszłość

do ciebie

17 lipca 2015



różnie
 
myśli płoche
nakazują
 
milczą w krzyku
 
drażnią
gruchaniem gołębi
 
one szczęśliwe
 
próbuję -
przygniata nostalgia
niedoskonałość ludzka
 
ulotna kawa
w kubku poranka
 
prawdą parzy
 
16 lipca 2015



świtaniem
 
noc jest samotna
ukojenia nie daje
 
smaga mrokiem
 
deszcz wita poranek
nie tylko za oknem -
parasol zgubił druty
 
chcę iść - nie mogę
na targu sprzedane kalosze
 
grzmoty przerażają
 
pora wstawać
kawa wzmocni tożsamość
 
14 lipca 2015



niby nic

walczyły głoski z sylabami
wyrazy nie chciały
ze zdaniami się scalać

samotnie wisiały

interpunkcja uciekła
do lamusa

błoga cisza

forma się ugięła -
tłoku nie lubi

myśli skłębione
poszły szydełkować
mozolnie
oczko za oczkiem

noc przytuliła
poezję

zasnęła wena

13 lipca 2015



dla mnie
 
wypełnia mnie poezja
ogarnia nie tylko duszę
 
wyciszona za dnia -
nocą krzyczy
zatrzymując myśli w natłoku
 
spisywać nakazuje
 
nie potrafię się oprzeć
raz silna biciem serca
innym w wyobraźni plącze
 
nie widząc spostrzega
niewidzialne
 
wypiję kawę
w fusach odnajdę natchnienie

11 lipca 2015



Może jutro

Zachodzi pejzaż ulewnych deszczy -
słońce wysusza wczorajsze rany.
Wyruszam w podróż, taką przed siebie,
pragnę odwiedzić to, co zostało.
Choćby i zgliszcza, choćby ruiny,
muszę pożegnać tych wspomnień drzazgi,
wyrzucić z myśli, z zamętu głowy -
czas spojrzeć w górę na czas przyszłości.

10 lipca 2015



refleksja

zatrzymały się wskazówki
pociąg nie skończył trasy
do samotności

przeterminowanej kalectwem

w ubogiej czasoprzestrzeni
smutki przeszły na drugą stronę

po pasach malowanych nijako

zawitała nadzieja -
z nową siłą
ruszyła życia zegar

na nowo

27 czerwca 2015



umieranie
 
odleciał ptak
spłoszony wyschniętą gałęzią
 
wiatr chciał ukołysać -
brak deszczu spopielił
od korzeni
 
zabrał radość dojrzewania
 
gniazdo spadło -
wymarłe od piskląt
 
rozdeptane rzeczywistością
nic nie przypomni
 
upadłem i ja -
przemijanie w toku
 
jutro zjem konserwę

26 czerwca 2015



Dylemat

Na sił pokrzepienie zadano mi rany,
abym nie pisał, bo nie jestem godzien.
Lepiej w tym wieku - w tym życia zachodzie -
usiadł na dłużej w fotelu bujanym.

Poezję z głowy wybij sobie brachu -
takie stwierdzenie kiedyś usłyszałem
- wszystko, co piszesz jest zwykłym banałem,
dlatego w poezji nie rób obciachu -

Cóż począć myśli moja niespokojna,
jaką mam obrać tej przyszłości drogę.
Czy iść na przełaj, wejść w pierwszą odnogę,
czy też porzucić, to wieść jest upiorna.

Spytałem serca i duszy pytałem
i szept usłyszałem tak bardzo bliski
- pisz chłopie wszystko, rób rymów zapiski,
nie jesteś przecież aż takim cymbałem.

25 czerwca 2015



wybory
 
lubię kiełbasę
najbardziej tą przedwyborczą
 
już nie zapiszę się do lekarza
na luty kolejnego roku
albo czerwiec
on do mnie sam się zgłosi
 
fundusz w swej dobroci da mi nowy sprzęt -
proszę o ten z elektrycznym napędem
 
może też odrosną nogi
tylko niepotrzebnie -
nie dostanę karty parkingowej
na ręczny wózek
 
najbardziej cieszy
obniżony wiek emerytalny -
dzieci i wnuki zapłacą więcej
im przecież pieniądze są niepotrzebne
 
przepiję myśli kawą
dorzucę lody czekoladowe
 
24 czerwca 2015



wzajemnie
 
przechodzą na pasach
stłoczeni jak mielonka
niby obcy
chociaż codzienni wzajemnie
 
pan Karol wie co u Zdzisi
lecz łokciami na przejściu
niechętnie ją rozpoznaje
 
pod sklepem osiedlowym
ma o złotówkę pokłony
później palec pokaże -
ten środkowy w podzięce
 
na placu zabaw
pieski na smyczy
ochoczo użyźniają trawę
 
Zdzisia znów kupy
pupilka nie sprzątnie -
brzydzi się przecież ogromnie
 
a kawa przy oknie
wystygła zdziwiona
jak obcy są sobie sąsiedzi
 
20 czerwca 2015



świt

swój biznes noszą w torbach plastikowych
zawieszonych na ramionach
w garści kij nie byle jaki
kiedy trzeba głębiej sięgnąć

skoro świt już na rewirach

wciąż czyha konkurencja -
bez pardonu zabiera co lepsze

mieszkańców budzą puszki
zgniatane dziurawą podeszwą

za pełnymi koszami leży kot -
wczoraj jeszcze żywy

muchy mają używanie
jutro mnie odwiedzą

otworzę okno

17 czerwca 2015



poza oknem

liście poruszane przez wiatr
szepczą słowa miłości -
oplatają uczuciem wschodzące pąki
 
poprzez krzaki
bezwstydnie kopuluje słońce -
z rosą poranną toczy bój o przetrwanie
 
na pajęczej siatce
przysiadła mucha -
na jutro będzie śniadaniem przednim
 
okno mi sprzymierzeńcem
i szpiegiem jednocześnie -
kubek paruje zmyślnie
 
16 czerwca 2015



odlot
 
moje jestestwo to wronie gniazdo -
zakrakane od środka
pisklęta myśli
od poczęcia mają twarde dzioby
 
rozdrapują rzeczywistość -
bez za i przeciw
 
dolewka
do niebieskiego kubka sprzyja
tylko komu
 
lura powiększa nostalgię
 
łyżeczka z cukierniczki
jest gorzka -
kolejna dawka insuliny
 
14 czerwca 2015



korowód

po co mi wiersze pisać nieskładne
po co na papier rzewne lać łzy
nie chcę na niebie w tęczy dokładnej
szukać z radością kolorów tych

po co mi słuchać wiatru odgłosów
po co też zapach porannych ros
nie chcę znać barwy jesiennych wrzosów
wyruszać żwawo w życiowy pląs

po co mi nogi bez ich użycia
po co to wszystko na kilka chwil
nie chcę banalnych już myśli szycia
pokonywania niepewnych mil

dzisiaj rozterka jest moją drogą
dzisiaj  rozstaje sił są wskazówką
nie chcę ulegać jakimś nałogom
szkoda się poddać picia dwudniówkom

13 czerwca 2015



Przyjaciel
 
Był czas, gdy gasło serce -
nie chcę już pamiętać.
 
Wystarczyła łza z kroplówki,
pociągnięcie skalpelem,
a na nowo zaświeciło słońce.
 
Nie tylko w nim.
 
Wiem, że znów żyję,
że oddycham łaską
od "Kalwaryjskiej Pani".
 
Była przy mnie wtedy
i jest dzisiaj.
 
Kawa ma nowy smak.
 
Istnieję.

12 czerwca 2015



Zachody
 
Zapomniałem butów,
odurzyła mnie trzecia kawa -
wyrwała z resztek myślenia.
 
Pobiegłem przed siebie,
na oślep -
byle jak najdalej.
 
Nie pomogło -
chandra klepała po ramieniu
i drwiła z rzeczywistości.
 
Zaszło słońce oczekiwań.
 
9 czerwca 2015



W rozczuleniu

Nie pytaj, co w życiu jest najważniejsze,
to trudno określić tak jednym zdaniem.
Bo sens istnienia nie jest balowaniem,
Sam nie wiem - miłość, czy pisane wiersze.

Nie pytaj, po co mam swoje marzenia,
nie mogę tego wyrazić słowami.
Dzisiaj są wszyscy przez wszystkich besztani,
każdy ma prawo do ścieżki zbłądzenia.

Nie pytaj mnie, kiedy zakwitną fiołki,
przecież się rodzą wiosenną porą.
Otoczą miłość wzbogaconą błoną,
po raz kolejny będą rosły pąki.

Nie pytaj, co u mnie, co w moim sercu,
ono wciąż cieszy się twoim uczuciem.
Rysuje chęci na tęsknocie płócien,
rozkłada czułość na kwietnym kobiercu.

4 czerwca 2015



Jest we mnie

Chciałbym zasnąć -
na dni dziesięć, albo chociaż tydzień.
Obudzić się bez bólu.

Zostawić wspomnienia,
nawet zdjęcia stare spalić
i zacząć żyć od nowa.

Wiem Panie, że patrzysz,
śledzisz przemijania historię.

Daj mi siłę,
wzbudź kolejną nadzieję.

Wiersz napisany na kilka godzin przed operacją.

18 maja 2015



po co komu

na chodniku leży zapalniczka
do cna wypalona jak właściciel
nabity w butelkę za życie
spłowiałe uciekającym czasem

wczoraj jeszcze jej nie było
potrzebna do ostatniej iskry
tuliła kieszeń palacza

schylił się przechodzień
i odrzucił z obrzydzeniem

nikomu niepotrzebny grat

niczym właściciel

11 maja 2015



Kwiaty wiosenne
 
 Nie potrafię zrozumieć -
dlaczego znów, dlaczego ja.

Zakwitły konwalie.
Dla was, nie dla mnie.

W mroku przyszłych dni
nie zachwycą pięknem.

Za co doświadczasz Panie?

Kolejny łyk nadziei
czkawką się odbił.

Już nie proszę.

Coraz mniej jestem,
bywam jedynie -
przyszło zwątpienie.

28 kwietnia 2015



Widzę

Drzemią pod kwitnącym kasztanem,
w dzień słońce im kocem.

Nocą przychodzą
spojrzenia księżyca -
kiedy deszcz,
muszla dachem.

Park w dom zamienili,
staw stał się łazienką,
gdy wieczór.

Toaleta za figurką,
bo żal kory drzewa.

Kiedyś znani biznesmeni -
dzisiaj zniszczeni przez system.
Marzenia pogrzebane
w odsetkach banków.

Beznadzieja jutra.

Bogaci jedynie
w refleksję życia.

Życia?

26 kwietnia 2015



Przesilenie
 
W świecie iluzji
niezrozumienie
do drzwi serca kołacze.
 
Wiosenne krople
nie zawsze dają życie.
Niesione przez wiatr,
zacierają wspomnienia.
 
Przyjdź i odmień barwę -
przyszłość wciąż przede mną.
 
wypatruję
własnego zmartwychwstania.
 
Mam wysuszone usta -
czekają na pocałunek.
 
Znów kwitną bazie.
 
13 kwietnia 2015



Proszę
 
Wstąpiłem w szeregi,
a Ty Panie,
niczym kąkol wyrwałeś z Urodzaju.
 
Teraz nie pozwalasz
na łyk
ze Źródła Nadziei.
 
Upadłem -
nie mogę powstać.
 
Zabrakło wiary.
 
Fusy zmieniły barwę.

9 kwietnia 2015



a może jednak

niczym ptak
który złamał skrzydło
spróbuję szybować w przestworzach

nadzieją

z kolejnego upadku
podniosę się do lotu
kiedy los już niełaskawy

przytłacza

marzenia uplotą warkocz
z grubego lnu czesanego
chociaż już grzebień szczerbaty

na jutro

wiem że i tak pójdę
ufając w co nieuniknione
strząsnę kurz cierpień i bólu

uwierzę

11 stycznia 2015



ucieczka

na przełaj
tam gdzie myśli poniosą
byle dalej od samego siebie

na zawsze

goni mnie echo
przebrzmiałych wydarzeń
po plecach

klepie

głos jakiś dziwny
wiruje na przemian
umysł zniewala

kłuje

na przełaj
tam gdzie myśli poniosą
zostawię nogi

na popiół

4 stycznia 2015





Zegar tyka, czas ucieka  
   
Zaznacz  
   
Reklama  
   
Kontakt:  
  janusz.1957@wp.pl  
Kilka słów o mnie  
  Ur.26 grudnia 1957 r. w Kielcach.

Z wykształcenia budowlaniec (Technikum Budowlane).
Przez wiele lat był właścicielem dwóch prywatnych przedsiębiorstw.

W 2009 r. uległ wypadkowi komunikacyjnemu, a od grudnia 2011r. porusza się na wózku inwalidzkim.

Przygodę z poezją zaczął już w szkole podstawowej, lecz pisał tylko do szuflady

Po wypadku zaczął publikować swoje wiersze na portalach internetowych oraz fb.

Jest założycielem i właścicielem Portalu poetyckiego e-skwerekpoetow.pl

W lipcu 2016r, wydał drukiem debiutancki tomik poezji zatytułowany "Taniec chaosu".

Szczęśliwy dziadek wnuczek.
 
Stronę odwiedziło 6345 odwiedzający - dziękuję
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=
Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone